6 stycznia

Najpierw się przywitam po nieobecności i wytłumaczę dlaczego właściwie mnie tu mniej.
Po dłuższym czasie bez pracy MAM JĄ !!!  : taką jaką lubię , z szefostwem idealnym ( nie nie słodzę - poważnie cudowna kobieta ;) i jest super.
Tym samym doba się trochę skurczyła ale coś za coś i jednocześnie zarabiając mogę podciągnąć swój język francuski co było jakby przeszkoda wcześniej w znalezieniu pracy.
Można powiedzieć , ze rok 2016 zakończył się z przytupem dla mnie.

Dzisiejszy dzień to 6 stycznia i jak w Polsce jest dniem wolnym ( nie zdążyłam tego doświadczyć zanim wyjechałam z Polski ale słyszę głosy , że jest to dzień wolny ;) tak we Francji gdzie mieszkam jest to tez dzień szczególny. Do pracy owszem się idzie ale tez wszędzie tradycyjnie można kupić i oczywiście zjeść Galette des Rois czyli tradycyjne ciasto które tu się je na Trzech Króli a w zasadzie to pojawia się w sklepach już zaraz po świętach ( przynajmniej u nas widziałam już w tym okresie ).
Tradycyjnie to jest albo ciasto francuskie z nadzieniem z masy migdałowej , jabłkowej bądź też jak się dziś dowiedziałam ,, naturalne " czyli samo ciasto. 
 Hmmm jabłkowe próbowałam kiedyś i nie powala , za to te z migdałami mogę jeść  na okrągło  . Pewnie Was to nie dziwi bo uwielbiam migdały.
Cała zabawa z Gaette des Rois polega na tym , że tradycyjnie najmłodszy w rodzinie ( czy w zebranej grupie osób ) kiedy kroi się  ciasto i mówi dla kogo jest dany kawałek. Osoba , która trafi w swoim kawałku ciasta na fève ( czyli ukrytą figurkę) zakłada koronę i ,, jest Królem " tego dnia .  I tu zależy z czym mamy kupne ciasto . Czasem jest to Święta rodzina (  ja dziś trafiłam na Maryję  ) ale akurat nie było jakiegoś dużego wyboru w sklepie i brałam co było ważne , że było migdałowe  ;) ale w pracy parę dni temu jedliśmy Galette des Rois z Harry Potter ( całkiem fajna figurka była ) a tez widziałam ktoś ze znajomych wstawiał na instagrama zdjęcie Galette des Rois ze Star Wars.
Bardzo ciekawa tradycja . Smakuje bardzo dobrze z cydrem.
Co do niespodzianek z ciasta to można bardzo często spotkać na targu staroci jakieś bardzo stare i naprawdę ciekawe La fève ( tradycyjnie kiedyś to było ziarnko bobu ale cukiernie , piekarnie i markety prześcigają się teraz w coraz to bardziej wymyślnych figurkach ). W tamtym roku i rok wcześniej mieliśmy Galette des Rois z Asterixa .

Nasze ciasto i korona wyglądały dziś tak.

 Akurat kupne i wystarczy podgrzać w piekarniku przez 3-4 minuty ale mam książkę z Galettes des Rois i jest trochę ciekawych przepisów i kombinacji w niej ale już w tym roku to było zadanie nie wykonalne bo jednak był ciężki tydzień i do tego choroba nie odpuszcza . 
Ah Fève trafiło na mnie znów w tym roku ( zdjęcie wrzucę później i też jak mam jakieś z tamtego roku zamieszczę zdjęcie ) . 

Brak komentarzy