Karkówka

Pieczoną karkówkę lubię i pamiętam dobrze jak w domu rodzinnym kiedyś co trochę tato piekł jakieś mięsa i całkiem fajnie mu to wychodziło.

U mnie dziś karkówka ( cały kilogram tym  razem ) która wczoraj zamarynowałam w :
- ocet malinowy ( 2 łyżki ), ocet balsamiczny( łyżka ) , musztarda ( ja miałam taka łagodniejsza , użyłam sporą łyżeczkę ) , miód ( 2 płaskie łyżki ) , odrobina wody ( u mnie to jakieś 50 ml było ) . I teraz reszta do smaku czyli : sól( natrzeć mięso ) , czosnek ( ja dałam i w proszku i takiego świeżego 3 ząbki potem w mięso wbiłam uprzednio nakłuwając mięso w kilku miejscach ) , pieprz , papryka ( u mnie poszła w ruch i słodka i ostra ale ostrej mniej ) . 
Wstawiłam to wszystko w naczynie i mięso stało w lodowce około 20 godzin. Na noc pewnie wystarczy choć mam doświadczenie ze dłużej to lepiej.

Przed pieczeniem w piekarniku obsmażyłam na maśle karkówkę z obu stron po kilka minut . Jak ktoś nie lubi przypieczonej to może pominąć ten etap.  Dodałam do mięsa przed pieczeniem jeszcze jakieś 2 łyżki oleju. 
Rozgrzać piekarnik do 200C i przez 20-25 minut piec karkówkę a potem zmniejszyć temperaturę do 160C i piec jeszcze jakieś 70-80 minut.  Mniej więcej w połowie pieczenia podlałam gorąca wodą ( ważne żeby była gorąca bo inaczej może być kiepsko jeśli pieczecie w innym naczyniu niż metalowa forma. Naczynie może pęknąć jeśli wtedy wlejemy zimną wodę. Od czasu do czasu obrócić na druga stronę ( u mnie przez cały ten czas obracałam 4 razy ). Mięso po sprawdzeniu termometrem do pieczenia mięsa ma temperaturę 85C   
Gotowe 
Smacznego. 
Świetna na kanapki jak i jako ,, sztuka mięsa ";) do obiadu.

Brak komentarzy